Pewna Chinka (wychowana na Tajwanie) powiedziała mi ostatnio, że jestem bardzo ponurym człowiekiem i nie mam poczucia humoru. Z początku myślałem, że może to mieć jakiś związek z barierą językową. Chociaż językiem chińskim posługuję się już całkiem nie najgorzej, to nadal nie jestem w stanie wyciągać, niczym z kapelusza, Siermiężnych Językowych Sucharów ani Sytuacyjnych Dowcipów. W dodatku nigdy nie pojąłem dokładnie, na czym polega tajwańskie poczucie humoru.

Kiedy usłyszałem to samo stwierdzenie po raz n-ty (dla n ∈ N), do mego umysłu zaczęło powoli wkradać się Zwątpienie. Skąd wzięło się moje uprzednie przeświadczenie, że w ogóle posiadam poczucie humoru? Czy prócz Nieszczególnie Śmiesznych Dowcipów Sytuacyjnych, którymi darzyłem Kolegów i Koleżanki z Klasy w podstawówce i gimnazjum, w ogóle zdarzało mi się powiedzieć coś śmiesznego? O ile pamiętam, ostatni żart, jaki opowiedziałem na Tajwanie, był znalezionym w internecie dowcipem o marynarzach: What's long, hard, and full of seamen? Odpowiedź: A submarine.1 Kiedy powiedziałem go współlokatorowi, który jest Amerykaninem węgierskiego pochodzenia, ten na chwilę zamilkł, po czym wskazał na Wiszący na Ścianie Koło Łazienki Pejzaż i odrzekł:

— Twój dowcip jest prawie tak okropny, jak ten obraz.

Niezależnie od tego, co na temat mojego poczucia humoru sądzi koleżanka z Chin bądź brodaty Amerykanin (z którym i tak prawie nie rozmawiam, bo nie mam o czym), życie na Tajwanie jest równie szare, jak front end mojego bloga.



  1. (Co jest długie, twarde i pełne marynarzy? Łódź podwodna.)