Zhonghe, New Taipei City, 2017-05-08 00:16:39 +0800
Dzień 262 na Tajwanie

Stare powiedzonko informatyczne głosi: „Jeśli musisz coś zrobić więcej niż raz, zautomatyzuj to.” Obecnie, po 261 dniach na Tajwanie, „najnudniejszym miejscu w Chinach”, (jak to powiedział kolega po kieliszku Szymon, zwany Piotrem, z którym notabene ostatnio piłem jeszcze w Chengdu), jestem prawie pewien, że czynnością, którą będę musiał powtarzać dziesiątki razy po powrocie do Kraju Kwitnącej Cebuli, będzie opowiadanie Jak Było na Tajwanie, głównie zgrupowaniu cioć, babć i buddystów, bo poza nimi nikogo nie będzie interesowało, co się tu działo.

W skrócie mogę powiedzieć: było całkiem nie najgorzej, ale był to zupełnie innego rodzaju pobyt, niż w Chinach. O ile nauczyciele w Chinach raczej mnie nie kojarzyli, gdyż częściej, niż w szkole, bywałem w domach uciech i Różnych Takich Przybytkach, o tyle tajwańscy nauczyciele znają mnie Jak Zły Szeląg. Ściśle rzecz biorąc, znaczące postępy w zakresie języka chińskiego uczyniłem jedynie w pierwszym semestrze, tj. od września do listopada. Uczęszczałem wówczas na zajęcia o niepozornej nazwie zazhi xuandu (雜誌選讀, "lektura czasopism"). Wbrew pozorom, na zajęciach nie czytywaliśmy kolorowych czasopism dla kobiet ani „Chwili dla Ciebie”, lecz wyrafinowane teksty naszpikowane skomplikowanym słownictwem. Najciekawiej zrobiło się na sam koniec, kiedy w kilkunastostronicowym artykule o Kubie (wyspie Kubie, nie zdrobnieniu od Jakuba), udało nam się znaleźć ok. 240 nowych słów. Nauczycielka, pani Hong, regularnie urządzała nam dyktanda i klasówki, „żebyśmy sobie nie pomyśleli, że na Tajwanie będzie łatwo”. (Ostatnie zdanie jest wierutną bzdurą, gdyż pani Hong otwarcie przyznawała, że sama nie znosi pisania dla nas dyktand i sprawdzianów, bo zajmują jej o wiele więcej czasu, niż nam).

W drugim semestrze, od grudnia do lutego, spędzałem niemało czasu w Robocie, a dokładniej na praktykach w pewnej tajwańskiej firmie.

Wielu Polaków uważa, że głównym problemem większości ludzi w Chinach i dalej na Wschód jest wszechobecna dyktatura oraz codzienna walka z tyranią